Wydarzenie

Koncert dedykowany Henrykowi Mikołajowi Góreckiemu z okazji nadania tytułu doktora honoris causa Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy

filharmonia

24.04.09 (pt.)

Wykonawcy:

Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Pomorskiej
Chór Akademicki Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy
Wojciech Michniewski
 dyrygent
Jerzy Mechliński baryton
Sylwester Matczak przygotowanie Chóru
Bernard Mendlik współpraca
Cezary Nelkowski prowadzenie

Repertuar:

R. Strauss – Poemat symfoniczny „Życie bohatera”
H. M. Górecki – Beatus Vir

Święto Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego

Gorecki

Oswoiliśmy się już z myślą – mieliśmy na to blisko dwadzieścia lat – że Henryk Mikołaj Górecki to jeden z najbardziej znanych w świecie kompozytorów muzyki współczesnej. Twórca, którego każdy nowo powstały utwór budzi ciekawość nie tylko krytyków, nie tylko muzykologów, lecz także szerokiej, zadziwiająco szerokiej publiczności. Ten sukces, którego on sam zrazu pewnie się nie spodziewał, bo w dziedzinie muzyki ambitnej coś takiego zdarza się niesłychanie rzadko, przyszedł późno… Dopiero z początkiem lat dziewięćdziesiątych. Jego nazwisko wymieniać w świecie zaczęto jednym tchem z Lutosławskim i Pendereckim, od razu z wyróżnieniem jako twórcy w tym gronie najbardziej polskiego. Kompozytor miał wtedy prawie sześćdziesiąt lat i zaiste ogromny dorobek zawsze pracowitego życia. Miał też pewnie więcej spokoju, który w tamtym czasie cenił, tak jak dziś.

Henryk Mikołaj Górecki rzadko się pojawia publicznie, jeszcze rzadziej udziela wywiadów. Nie lubi hałasu wokół swojej osoby, raczej kryje się w cieniu, jest człowiekiem niezmiernie skromnym. Nie występuje jako dyrygent-promotor własnych dzieł, unika tłumów, publicznych sporów, dysput. Komponuje. Tak jak komponował od najwcześniejszych lat: najpierw jako samouk, który muzyki dopiero się uczył od skrzypka-amatora, potem w rybnickiej szkole, potem jako wybitnie zdolny student kompozycji w Wyższej Szkole Muzycznej w Katowicach, jako klepiący biedę absolwent tejże szkoły i jako jej profesor, a przez parę lat także rektor. Pisze muzykę i dziś, gdy po wielu latach przeżytych na Śląsku, gdzie przed siedemdziesięciu pięciu laty przyszedł na świat w Czernicy niedaleko Rybnika, znalazł refugium w otoczeniu podzakopiańskiej przyrody.

Twórczość Henryka Mikołaja Góreckiego komentowano i charakteryzowano w różny sposób i z przeróżnych punktów widzenia. Z interpretatorskich opisów, kompetentnych, chociaż niejednomyślnych, wyłania się obraz intensywny, barwny, dynamiczny i wyrazisty. W pierwszych latach, po epizodycznym, studenckim flircie z neoklasycyzmem, wyobraźnię kompozytora zaprzątały stylistyczne innowacje szkoły wiedeńskiej. Epitafium, którego prawykonanie odbyło się na II Warszawskiej Jesieni (1958), skomponował, jak sam to określił, „swobodną techniką serialną”.

Potem nastał czas, w którym urzekł Go konstruktywizm: motoryczny, jak w Sonacie na dwoje skrzypiec z 1957 roku, serialny, którego pamiętnym przykładem są przepojone egzystencjalnym lękiem Scontri (Zderzenia) z 1960 roku, wreszcie konstruktywizm sonorystyczny z trzyczęściową Genesis ukończoną w 1962 roku. Uwagę kompozytora absorbowała wtedy estetyka brzmień: poszukiwania i eksperymenty w zakresie barw, niekonwencjonalna artykulacja, dociekliwe rozpatrywanie jakości sonorystycznych jako potencjalnej materii w konstrukcji formy. Jednak już Refren z 1965 roku, jedno z pierwszych dzieł Góreckiego, którym kompozytor zwrócił na siebie uwagę za granicą, ujawniał – niespodziewanie – że kompozytor nie chciał już dalej iść tamtą drogą.

Z początkiem lat siedemdziesiątych w muzyce Góreckiego coraz większe znaczenie zyskują dwie domeny, które potrafi wyjątkowo szczęśliwie połączyć, dwa niezmiernie odtąd dlań ważne obszary odniesień. Można rzec, że osiągnąwszy dojrzałe lata kompozytor ma dość Parnasu abstrakcyjnych kalkulacji estetycznych i całą uwagę poświęca swoim dwu, dotąd nie tak wyraźnie ujawnianym, fascynacjom i pasjom. Kompozytor nie kryje już, że ma specjalną słabość tak do dawnej muzyki polskiej, jak i polskiej muzyki ludowej. Nie tylko tej z gór, które, jak się wydaje, zawsze Mu były najbliższe, ale i tej z Pomorza czy porosłych puszczą Kurpiów, w tym drugim przypadku, tej samej muzyki, której surowe piękno wcześniej uskrzydlało inwencję Szymanowskiego czy Sikorskiego. Ale jeszcze ważniejsze, jeszcze bardziej istotne jest dlań przeżycie religijne, skupienie nad słowem liturgii, potrzeba metafizycznego wyznania. Powstają więc dzieła, których emocjonalność, szczerość, bezpośredniość i estetyczna powściągliwość zmuszają słuchacza do skupienia. Dążąc do spotęgowania ekspresji, kompozytor coraz oszczędniej korzysta ze środków technicznych, upraszcza je i redukuje, co siłą rzeczy stawia Go w opozycji wobec zagorzałym entuzjastów awangardy i w konsekwencji naraża na ich krytykę. Ta odważna postawa ujawnia się w kompozycjach kameralnych, symfonicznych, jak Trzy utwory w dawnym stylu, jak Canticum gradum oraz Muzyka staropolska, przede wszystkim jednak tam, gdzie kompozytor sięga po słowo. W 1973 roku Kompozytor kończy pierwszy z długiego, jak czas pokaże, szeregu utworów religijnych na chór: Euntes ibant et flebant z tekstem zaczerpniętym z Psalmów. Dwa lata później Poznań jako pierwszy usłyszy Amen, w roku 1976 roku powstaje wstrząsająca III Symfonia pieśni żałosnych na sopran solo, chór mieszany i orkiestrę – jedno z najbardziej indywidualnych, a zarazem i najmniej zrozumianych dzieł Henryka Mikołaja Góreckiego, partytura, która przyniosła Mu światowy rozgłos, choć nie od razu, lecz dopiero po kilku latach, gdy nikt już się tego nie spodziewał.

W zarysie tak krótkim niepodobna przedstawić czy choćby wymienić, ani wszystkich utworów Henryka Mikołaja Góreckiego, ani nawet tych mu najbliższych, które brzmią jak odpowiedź na wezwanie świętego: „Śpiewajmy (Bogu) psalmy, by nasze serce było w zgodzie z tym, co głoszą usta”. Ale o Miserere poświęconym przez kompozytora Bydgoszczy, przypomnieć trzeba koniecznie. Powodów jest dość. Po pierwsze, chodzi o dzieło upamiętniające ponure zdarzenia bydgoskie, czyli prowokacja władz PRL wymierzona przeciw działaczom NSZZ „Solidarność” 19 marca 1981 w Bydgoszczy, które niegdyś zgrozą przejęły cały kraj. Po wtóre, by zabrzmieć, Miserere musiało przeczekać w szufladzie szereg posępnych lat. Po trzecie, z tej oczywistej racji, że ta kompozycja, nie tylko śmiała, ale i trudna, jest nieodmiennie utworem o porażającej ekspresji.

Wybitne utwory muzyczne, jak wszelkie inne cenne obiekty sztuki, cechuje specjalna odporność na czas. Zwłaszcza wtedy, gdy wzbogacają świat, wnosząc oprócz jakości estetycznych jeszcze wartości duchowe. Henryk Mikołaj Górecki jest człowiekiem głębokiej wiary. Wierzy w Boga i w to, że stworzony przez Boga świat potrzebuje muzyki. Że nade wszystko potrzebuje jej człowiek. Albowiem “dusza ludzka – anima hominis – ma w sobie harmonię – symphoniam in se habet – i wprowadza harmonię…” – et symphonizans est… Henryk Mikołaj Górecki podziela, jak się wydaje, to przeświadczenie średniowiecznej mniszki. Komponuje muzykę. Od wielu lat. Oby komponował ją nam jak najdłużej.

Józef Baliński

(tekst z okazji 75. urodzin Henryka Mikołaja Góreckiego do programu
46. Bydgoskiego Festiwalu Muzycznego, wrzesień 2008)

Bilety 24